wtorek, 5 lipca 2011

Życie bez maila?


Rys. Tim Morgan, Flickr

Muszę się do czegoś przyznać... Od ponad tygodnia lub nawet dłużej nie czytam maili. Nie mam na to czasu, siły i ochoty. W ten sposób sama sobie podarowałam około godziny dziennie. Gratis.I choć teraz trochę się boję tam zajrzeć, bo może się okazać że kilka ważnych spraw "nie cierpiących zwłoki" leży tam i kwitnie, ale ten podarowany sobie czas, chwila wytchnienia w zagonieniu, to było dla mnie ... BEZCENNE.

Dzięki temu eksperymentowi przekonałam się, że:
1. Wyłączenie skrzynki mailowej zwiększa moją produktywność o kilkaset procent, bo pozwala skupić mi się w pełni na moim głównym celu i skończyć to, co mam do zrobienia wiele, wiele, wiele szybciej.
2. Jeśli ktoś ma coś naprawdę pilnego - sięgnie po telefon (było ich dosłownie kilka.)
3. Większość mali trafiających do mojej skrzynki to różnego rodzaju spam (i wkurza mnie poświęcanie cennych chwil mego życia na robienie z tym porządku!).
4. Skupienie, nie rozpraszanie się, może zdziałać cuda.
5. Maile w większości to potworne marnotrawstwo czasu i energii (zarówno piszących jak i czytających). Niestety. Jeśli nie zaczniemy czegoś robić w tym obszarze, to zginiemy w zalewie niepotrzebnych nam informacji :(

Podoba mi się inicjatywa Chrisa Andersona (tego od TED'a, nie tego od WIRED) przykazań emailowych:
http://emailcharter.org/
Powstrzymajmy razem emailowe tsunami :)
EOM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz