czwartek, 10 maja 2012

Zaniemówiłam...

Zaniemówiłam... dosłownie.
Straciłam możliwość mówienia.

Porozumiewam się na migi, czasem szeptem, czasem pisząc co chcę przekazać (w bezpośrednim kontakcie). Dziś już sobie przygotowałam nawet taki pliczek kartek i długopis. Brakuje mi tylko tabliczki na szyi jak u głównej bohaterki filmu "Fortepian" ;)

Ciekawe przeżycie :)))

To mi dało możliwość docenienia jak cudownie moje migdałki funkcjonowały przez kilkadziesiąt lat (sic!). Na co dzień przecież zupełnie nie pamiętałam, że je mam i jak fantastycznie funkcjonują.
A tu proszę - taka niespodzianka.
Nawet nie wiedziałam z iloma innymi częściami ciała są powiązane.
Teraz czuję to dokładnie. Wystarczy że chcę ruszyć szyją lub przełknąć cokolwiek i ... naprawdę czuję, że żyję! Oj czuję.

Ludzie, których spotykam są nieco zdezorientowani, zupełnie ich to wybija ze standardowego trybu komunikacji z drugim człowiekiem. Dzieci nie do końca rozumieją, czemu mama przerzuciła się na takie różne dziwne miny i gesty. A mąż chyba zadowolony, bo mu nikt wieczorem błogiej ciszy nie zakłóca... No sielanka po prostu ;)

Podziwiam tych, co tak mają przez cały czas. No i małe dzieci, które jeszcze nie nauczyły się mówić. Nawet nie śniłam ile oni muszą włożyć pracy w to, by druga strona zrozumiała ich przekaz, a nie to co sama sobie wymyśliła...

No i jestem wdzięczna, że to tylko migdałki, a cała reszta działa wręcz cudownie!

Mimo tak wielu plusów jednak Ci takiej sytuacji nie życzę.
Zdrowia!


cc: kygp, flickr.com

1 komentarz:

  1. Oj:) Dużo zdrowia życzę. Nie ma to jak dostrzegać pozytywy w każdej sytuacji. Tylko brac przykład.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń