środa, 31 grudnia 2014

O dwóch dywanach

Dzisiaj będzie historia o dwóch dywanach. Właściwie to dwie historie.

Właścicielką pierwszego dywanu została jedna moja ciotka wiele lat temu, gdy był to towar deficytowy. Dostała go w prezencie. Od swojej mamy. Ich gusta były, delikatnie to ujmując, różne. Ciotka oczywiście prezent przyjęła i w swoim salonie go rozłożyła. Widok ten jednak bolał ją bardzo. Bardzo. Nie umiała jednak tego powiedzieć swojej mamie. Uczyniła zatem coś w rodzaju kompromisu, który przez długi czas funkcjonował doskonale, jednak na końcu okazał się zgniły. A oto co zrobiła ciotka: zwinęła dywan i postawiła za szafą, a gdy zbliżała się wizyta mamy - rozkładała go na podłodze w salonie. Wydawało się to układem idealnym. Na co dzień nie musiała na drażniące ją wzorki patrzeć, a mama była zadowolona. Przy każdej wizycie nie mogła się napatrzeć na dywan, bo taki piękny i tak dobrej jakości, bo ciągle wygląda ... jak nowy.
Niestety koniec tej historii jest mniej piękny, bo pewnego razu mama wpadła z niezapowiedzianą wizytą i cała sprawa się wydała.
Awantura, łzy itd., itp.

Drugi dywan inna moja ciotka kupiła sobie sama. Wiele lat po historii pierwszej ciotki, na wiosnę, gdy cały świat się odradza, a wraz z nim my same mamy ochotę coś w swoich domach odświeżyć, wymienić, wyremontować. Ciocia, osoba bardzo praktyczna, mając psa i podwórko oraz gromadkę wnucząt, szukała dogodnego terminu na rozłożenie dywanu. Wiosenne roztopy, a potem deszcze robiące z podwórka kałużę, nie były dobrym czasem, bo pies może pobrudzić dywan błotem. Wakacje, gdy przyjeżdżają wnuki, lepiej przeczekać, aby soczki, zupki i ... inne takie brudziły stary dywan, nie nowy. Jesienne słoty też nie były dobre, ani tym bardziej zimowe błotko śniegowe i pył węglowy, który się przynosiło na butach z piwnicy (tam się dokładało do pieca). Tak mijały lata. Pamiętam tylko jedne święta Bożego Narodzenia, kiedy nowy dywan leżał na podłodze.

Jaki płynie dla mnie morał z tych historii?
Z tej pierwszej, że warto uczyć się określać swoje granice. I że zazwyczaj nie warto udawać, że coś nam pasuje, jeśli nam nie pasuje, bo w końcu i tak się to wyda. A wtedy przykrość większa, bo druga strona poczuje się podwójnie oszukana ("jak to, to ty nie lubisz ***? A ja specjalnie dla ciebie zawsze je przygotowuję..."). I relacja, na której nam zależało, żeby jej nie zepsuć, zostaje mocno nadszarpnięta. Ja ćwiczę to głównie na babciach prosząc, aby nie kupowały wnukom ubranek, których im i tak nie założę, bo mamy inne gusta...

Druga historia przypomina mi o tym, że bez wielu rzeczy, które wydają nam się potrzebne, możemy się obejść, a z tych wyjątkowych, które już mamy, warto korzystać częściej. Powtarzam to sobie szczególnie w okresie wyprzedaży, widząc tę piękną bluzkę za pół ceny :) Ale także wtedy, gdy kupię sobie coś tak pięknego, co mi później to szkoda założyć, żeby nie zniszczyć (tak, mam takie szpilki na sumieniu, które nigdy nie opuściły pudełka...).

A o czym Tobie przypomniały te dwie historie?
Co z nich bierzesz dla siebie?
Podzielisz się tym w komentarzach poniżej?


Fot. wackystuff

poniedziałek, 17 listopada 2014

Być może największy sekret efektywności

Dan Ariely słynie z badania ludzkiej nieracjonalności. Ostatnio zajął się efektywnością. Stworzył nawet aplikację Timeful, aby lepiej badać co przeszkadza nam w efektywnym działaniu. Co wynika z jego badań?


Szczyt Twojej efektywności zaczyna się około godziny po przebudzeniu i trwa około 2-2,5 godziny. 

Zatem jeśli na przykład wstajesz o 7, najlepsze efekty w pracy nad wymagającymi myślenia zadaniami będziesz mieć od 8 do 10.30. W tym czasie warto robić to, co wymaga wysiłku umysłowego, zająć się dużymi projektami, tym, co najważniejsze.

Tymczasem badania Dana pokazują, że większość ludzi ten czas spędza ...
czytając maile lub śledząc znajomych na facebooku.

Hmmm...

A co Ty robisz w godzinach swojej największej efektywności?

fot. Hartwig HKD

sobota, 8 listopada 2014

Z kim warto się porównywać?

Chcesz być nieszczęśliwa? Zacznij się porównywać z innymi. Dlaczego to prosta droga do nieszczęścia? Dlatego, że w każdej dziedzinie, nie ważne jak byś w niej nie była wspaniała, zawsze znajdziesz kogoś, kto jest lepszy od Ciebie. Zawsze. Osiągnięcia w pracy, wygląd, sport, szczęście rodzinne, szybkość wiązania sznurowadeł lub pisania bezwzrokowego na klawiaturze - zawsze znajdzie się ktoś lepszy.

Porównywanie się z innymi przypomina trochę bieg ku horyzontowi. Ile byś nie biegła, kilometr czy sto kilometrów, horyzont pozostanie dokładnie w tym samym miejscu. Sprawia to wrażenie, jakbyś nie przesunęła się ani o krok, choć nabiegałaś się jak dzika.

Nie polecam porównywania się z innymi.
Sama jestem w tej kwestii na odwyku :)

Polecam za to porównywanie się ze sobą.
Jeśli oglądałaś kiedyś serial "Friends", to Monika uwielbiała najbardziej ścigać się sama ze sobą - i o to właśnie chodzi.

Zamiast patrzeć na jakiś ideał na horyzoncie patrzę wstecz, na punkt z którego startowałam. I to jest mój punkt odniesienia. Kiedy to robię zawsze widzę postęp, bo dzisiaj jestem gdzie indziej niż byłam wczoraj, miesiąc lub rok temu. I to buduje poczucie satysfakcji :)

Jeśli chcesz spróbować jak to działa, codziennie przed snem znajdź trzy sprawy, które udało Ci się osiągnąć danego dnia. I pogratuluj sobie za nie. To może być coś znaczącego lub małego. Wspólne rodzinne śniadanie, kawa z przyjaciółką, przeczytanie książki, trudny telefon do klienta, zrobienie 10 przysiadów. Ty wybierasz.

Kiedy to przetestujesz, napisz jak Ci poszło w komentarzach poniżej.





czwartek, 15 maja 2014

Siła introwertyków?

Dzisiaj coś wam wyznam. Jestem introwertykiem. W skali bycia introwertycznym od 0 do 100 plasuję się gdzieś koło 90.

Przez lata robiłam co mogłam, żeby się z tej introwersji "wyleczyć". Na szczęście bezskutecznie :))

Dzięki Susan Cain doceniłam, że introwersja może być także źródłem siły.


wersja z polskimi napisami: kliknij tu

A jak to jest u Ciebie?

poniedziałek, 12 maja 2014

2 metry od śmierci

Niedzielny wieczór. Wracam z rodziną od znajomych. Prowadzę. Stoimy na skrzyżowaniu na czerwonym świetle jako pierwszy samochód. Światło zmienia się na zielone. Ruszam. Nagle słyszę, że mój mąż krzyczy. Na wpół świadomie orientuję się, że z prawej strony z dużą prędkością jedzie w naszym kierunku wielki biały tir. Naciskam z całej siły hamulec. Włącza się abs. Ciężarówka śmiga mniej niż 2 metry przed maską naszego samochodu. Wszystko trwa krócej, niż przeczytanie tego akapitu.

Przejeżdżam skrzyżowanie i staję na poboczu. Potrzebuję kilku minut, żeby się uspokoić, żeby bezpiecznie móc kontynuować podróż. Przez głowę przelatuje mi wiele myśli.
P o pierwsze o tym, jak ulotne jest życie moje i moich najbliższych. Jak wszystko może się zmienić w kilka sekund. Jak snuję plany i wyobrażam sobie, jak będzie dalej wyglądać moje życie, kiedy to wszystko może się zmienić w kilka sekund. Zostać zmyte falą jak zamek z piasku na plaży.

Myślę o tym, co by było, gdyby ... Tu powstaje parę scenariuszy. Tragicznych, smutnych, wyciskających łzy z oczu ...  Sporo tego. Wyobraźnia jest nader płodna. Z tymi stworzonymi naprędce historiami nie jest mi łatwo. Zauważyć, że to tylko moje myśli. Otrząsnąć się. Wrócić do tu i teraz. Jechać dalej.

Myślę o tym, jakim cudem jest to, że żyję. Nawet bez tira przejeżdżającego skrzyżowanie na czerwonym świetle tuż przed maską samochodu. To, że w ogóle pojawiłam się na tym świecie, przeżyłam tyle lat.  Że żyję na planecie tak pięknej i wyjątkowej. Rano się budzę. Oddycham.

Myślę o tym, w jakim stopniu zabezpieczone są nasze dzieci, gdyby nas zabrakło. I każde z nas, gdyby zabrakło tej drugiej połowy.

Myślę i o tym, czy aby na pewno nie odkładam jakiś ważnych dla mnie spraw, celów i marzeń na "kiedyś". Czy żyję zgodnie ze swoimi wartościami? Czy codziennie robię to, co dla mnie ważne? Czy doceniam to, co mam? Czy jestem wdzięczna za proste, codzienne sprawy, które wydają się oczywiste? Czy wystarczająco cenię: życie, zdrowie, czas spędzany z najbliższymi? Czy żyję świadomie?
Czy jest coś, czego żałowałabym, gdyby okazało się, że dzisiaj kończy się moje życie?

Zdarzyło Ci się kiedyś takie doświadczenie na skraju życia i śmierci? Co to było?
Co wyniosłaś z niego?

Przeczytaj jeszcze: 5 rzeczy, których możesz żałować na łożu śmierci



Fot. PhotoGraham, flickr.com

http://blogroku.pl/2014/kategorie/lsraldl-o-inspiracji-2-metry-od-l-mierci,aeq,tekst.html


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Jak podejmować trudne decyzje?

Stoisz przed trudną decyzją i nie wiesz, co wybrać? Utknęłaś i nie wiesz, co dalej?

Możesz skorzystać z 5 Pamiętnych Pytań Gretchen Rubin, autorki książki "Projekt szczęśliwy dom":

1. Na co czekam?
2. Co bym zrobiła, gdybym się nie bała? (to moje ulubione)
3. Co mi w tym pomoże?
4. Co bym zrobiła, gdybym miała mnóstwo czasu i pieniędzy?
5. Jeśli za 5 lat będę wspominać ten moment, to czy będę czegoś żałować?

W przypadku naprawdę Poważnych Decyzji warto te odpowiedzi zapisać, a nie tylko pomyśleć w głowie.

Ciekawa jestem, czy u Ciebie też to zadziała. Daj znać!

fot. Lara Cores, Flickr.com

sobota, 26 kwietnia 2014

Lektura (nie tylko) na długi weekend

Ostatnio skończyłam czytać niezwykle inspirującą książkę Gretchen Rubin zatytułowaną "Projekt Szczęśliwy Dom. Lektura obowiązkowa dla tych, którzy pragną uczynić ze swego domu oazę przytulności, ciepła i czułości". 
Kto by nie chciał stworzyć takiej oazy w swoim domu, niech nie czyta dalej, kto chce - niech czyta, bo to lektura w sam raz na długi weekend :))

Podoba mi się podejście Gretchen do szczęścia. Jej nie chodzi o to, żeby wyjechać w daleką podróż, robić lub przeżyć coś niezwykłego, wydać mnóstwo pieniędzy. Proponuje podejście cudownie proste i praktyczne - skupienie się na małych zmianach, na prostych, codziennych sprawach. Takich jak uważne żegnanie się ze swoją rodziną i witanie się z każdym, gdy wraca do domu, spędzanie czasu z córkami, unikanie pijawek emocjonalnych, sprzątanie półka po półce, chłonięcie miłych zapachów, robienie miłych uczynków. "Coś w sam raz dla mnie" - myślałam wiele razy w czasie lektury, skrzętnie notując cytaty i wskazówki.

Gretchen opisuje swój projekt "Szczęśliwy dom" miesiąc po miesiącu - od września do maja - gdy pracowała nad zmianą siebie (nie innych!), aby czuć się szczęśliwsza w swoim domu. Jak się zapewne domyślacie gdy ona się zmieniała - inni wokół też się zmieniali... Każdy miesiąc miał temat przewodni (np. małżeństwo, rodzicielstwo, czas, wnętrze, ciało, rodzina), w każdym tygodniu realizowała jedno postanowienie w obszarze tego tematu. 
Książka nie jest poradnikiem, ale choć opisuje historię i przemyślenia jednej osoby, to poznanie jej było dla mnie źródłem inspiracji.

Ty i ja też możemy stworzyć swój osobisty projekt szczęście. Gretchen podpowiada nam pytania, które pomagają wybrać swoje własne postanowienia do takiego projektu:

1. Co sprawia, że czujesz się dobrze?
Z jakich czynności czerpiesz frajdę, zadowolenie i energię?

2. Co sprawia, że czujesz się źle?
Co jest dla Ciebie źródłem gniewu, irytacji, znudzenia, frustracji lub niepokoju?

3. Czy z jakiegokolwiek powodu nie czujesz się właściwie?
Czy marzysz o zmianie pracy, miejsca zamieszkania, sytuacji rodzinnej albo innych okoliczności?
Czy spełniasz własne wymagania?
Czy Twoje życie jest odbiciem Twoich wartości?
(podkreślenie moje, bo bardzo lubię to pytanie)

4. Kiedy czujesz, że się rozwijasz?
W jakich aspektach swojego życia robisz postępy, uczysz się czegoś nowego, znajdujesz wyzwanie, dokonujesz zmian na lepsze i dbasz o samodoskonalenie?
 
Co Ty na to?



P.S. bardzo dziękuję Zuzie za polecenie i pożyczenie książki :))
P.P.S. Więcej o książkach i projektach Gretchen znajdziecie na stronie: www.gretchenrubin.com

poniedziałek, 24 marca 2014

Jak stać się niezastąpioną w pracy?

Jednym z bardziej inspirujących autorów jest dla mnie Seth Godin. Napisał między innymi książkę „Najmocniejsze ogniwo“, w której dzieli się swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego, jak stać się niezastąpionym w pracy. Oto kilka jego wskazówek:

  • Ryzykuj. Seth mówi „podejmuj ryzyko i nie przejmuj się, że Twoja inicjatywa, innowacyjność bądź spostrzeżenia mogą kogoś zdenerwować – prawdopodobnie okaże się, że ludzie będą nimi zachwyceni. 
  • Osiągnij mistrzostwo. Stań się niemożliwie dobra w tym, co robisz. Zostań ekspertem. Bądź nadzwyczajna.
  • Pracuj z pasją. Zajmuj się tym, co wyzwala w Tobie energię, daje Ci motywację do działania i robienia więcej, niż to za co Ci płacą.
  • Rozwiązuj problemy, o których inni jeszcze nawet nie pomyśleli. Nawet, jeśli dotyczą one kwestii poza Twoim zakresem obowiązków. Wprawiaj w zachwyt.
  • Rozwijaj empatię. Nawiązuj relacje ze współpracownikami i klientami oparte na tym, co autentyczne i głęboko ludzkie. Na tym, kim tak naprawdę jestes i co czujesz. Zanim kogoś ocenisz postaraj się „wejść w jego buty“ i zobaczyć sytuację jego lub jej oczami.
  • Działaj mimo strachu. Czuj strach i działaj, działaj, działaj.
  • Bądź elastyczna. Szybko adoptuj się do zmian.


A tak w skrócie?
Dodawaj wartość, likwiduj marnotrawstwo, rozwiązuj problemy, zmieniaj rzeczywistość. Przewódź, zostań liderem, wykaż się inicjatywą. Bądź szczodra, zgłaszaj się na ochotnika. W ten sposób stworzysz sobie pracę, która sama w sobie będzie dla Ciebie nagrodą.




Rys. Faith Goble, flickr.com

czwartek, 20 marca 2014

Czym jest nadzieja. I czym nie jest.

Jedną z rzeczy, którą chcę zapamiętać z książki Brene Brown "Dary niedoskonałości" jest to, że nadzieja nie jest uczuciem. Czerpiąc z prac C.R. Snydera możemy się dowiedzieć, że nadzieja to nie jest uczucie oparte na optymizmie i realnych możliwościach.

Nadzieja to sposób myślenia (sic!)

Na nadzieję składają się cele, wytrwałość i wiara w siebie.

Najciekawsze dla mnie jest to, że nadziei można się nauczyć. Najczęściej od ludzi, którzy nas otaczają, ale nie tylko (na szczęście!).

Jeżeli zależy Ci na tym, by mieć więcej nadziei możesz zrobić 3 rzeczy:

1. Nauczyć się stawiać sobie realistyczne cele.

2. Ćwiczyć wytrwałość w osiąganiu celów. Pozostawać elastyczną wobec przeciwności i szukać nowych sposobów działania oraz próbować, próbować i jeszcze raz próbować.

3. Wierzyć w to, że Ci się uda. I otaczać się ludźmi, którzy w Ciebie wierzą nawet wtedy, gdy Ty sama w siebie zwątpisz.

Zatem od dzisiaj życzę Ci więcej wytrwałości i wiary w to, że dasz radę osiągnąć cel, który sobie postawiłaś.



Fot. Lóránt Dankaházi, Flickr


środa, 5 marca 2014

Jak żyć AUTENTYCZNIE?

Tak jak pisałam czytam teraz drugą wydaną w Polsce książkę Brene Brown - Dary niedoskonałości. Jak przestać się przejmować tym, kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy.

Tematem przewodnim tej książki są wskazówki, jak zacząć żyć AUTENTYCZNIE, Pełnym Sercem.
Czyli jak budować w sobie poczucie własnej wartości i odporność psychiczną? Jak odnaleźć to, czego potrzebujemy w życiu? Polubić, a nawet pokochać siebie? Czuć się dobrze ze sobą? Odpuszczać, gdy jest taka konieczność? Odpoczywać i bawić się? Ufać sobie? Rozwijać wiarę, wdzięczność, radość, kreatywność? Godzić się na własne niedoskonałości?

Życie AUTENTYCZNE to proces. Codzienne wybory. Podróż. Dlatego Brene dzieli się z nami dziesięcioma wskazówkami, które pomagają nie zbaczać z tej drogi. Wskazówkami wynikającymi z setek wywiadów z ludźmi, którzy żyją AUTENTYCZNIE oraz jej własnego doświadczenia.

Wskazówka pierwsza:
Dbajmy o prawdziwość
I nie przejmujmy się tym, co mówią inni

Wskazówka druga:
Rozwijajmy współczucie dla samych siebie
I rezygnujmy z perfekcjonizmu

Wskazówka trzecia:
Rozwijajmy odporność duchową
I odrzucajmy obezwładniającą bezsilność

Wskazówka czwarta:
Dbajmy o wdzięczność i radość
I pozbywajmy się poczucia nietrwałości i strachu przed ciemnością

Wskazówka piąta:
Korzystajmy z intuicji i ufności wierze
I pozbywajmy się potrzeby pewności

Wskazówka szósta:
Wykorzystujmy naszą kreatywność
I przestańmy się porównywać z innymi

Wskazówka siódma:
Dbajmy o zabawę i wypoczynek
I zapomnijmy o wyczerpaniu jako wyznaczniku naszego statusu i wydajności, która ma określać naszą wartość

Wskazówka ósma:
Dbajmy o spokój oraz ciszę i bezruch
I zrezygnujmy z niespokojnego stylu życia

Wskazówka dziewiąta:
Dbajmy o to, by nasza praca miała sens,
I przestańmy wątpić w siebie i myśleć o tym, co "powinniśmy" zrobić

Wskazówka dziesiąta:
Zadbajmy o to, by naszemu życiu towarzyszyły śmiech, śpiew i taniec
I zapomnijmy o tym, że zawsze musimy być fajni i nad wszystkim panować.

Co Ty na to?

P.S. Jesteś ciekawa, jak zastosować każdą z tych wskazówek? Sięgnij po książkę. Warto!

fot.  Daniele Zedda, flickr.com


środa, 26 lutego 2014

Dary niedoskonałości

Czytam właśnie kolejną książkę Brene Brown, "Dary niedoskonałości". Nie mogę przestać myśleć to jej podtytule:

Jak przestać się przejmować tym, kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy. 

No właśnie, jak?
Mam nadzieję, że jak przeczytam tę książkę będę nie tylko wiedziała jak to robić, ale też będę częściej to robić...

Przed chwilą zachwycił mnie ten fragment:
"Tworzenie własnej historii może być trudnym zadaniem, ale i tak jest łatwiejsze niż ciągła ucieczka. Uznanie własnej słabości jest ryzykowne, ale mniej niebezpieczne niż wyrzeczenie się miłości, poczucia przynależności i radości - tych doświadczeń, które sprawiają, że jesteśmy bardziej podatni na ciosy. Tylko jeśli wystarcza nam odwagi, by zbadać ciemność, potrafimy odkryć nieskończoną moc światła." (Brene Brown) 
Wracam do lektury :)))

fot. www.brenebrown.com

wtorek, 18 lutego 2014

Co jest dla mnie trudne?

Co jest dla mnie trudne?

- pozwolenie sobie na popełnianie błędów i porażek i przyznawanie się do nich
- wychodzenie ze strefy komfortu - w obszary, gdzie mnie nigdy nie było
- robienie rzeczy, których nie umiem robić
- wybieranie tego, co naprawdę chcę, a nie tego, co mnie zabezpieczy przed tym, czego się boję
- przyjmowanie opinii od innych ludzi
- zaakceptowanie siebie, świata i życia takiego, jakim jest razem z nieodłącznymi ich i moimi niedoskonałościami
- ustawianie sobie poprzeczki na realnym dla mnie poziomie, a nie kilka pięter wyżej
- bycie odważną
- poznawanie nowych ludzi
- podążanie swoją ścieżką, szczególnie gdy jest inna niż wielu ludzi wokół
- zauważanie tego, czego nie lubię w sobie
- przekuwanie pomysłów w rzeczywistość
- akceptacja tego, czego nie mogę zmienić i zmienianie tego, co mogę
- wstrzymanie oddechu przez minutę :)

A co dla Ciebie jest trudne?

fot.  kyeniz, flickr.com




poniedziałek, 10 lutego 2014

DOBRE życie

W ostatnich dniach towarzyszy mi pytanie, czym jest DOBRE życie?

Oto, co się wyłania z moich rozmyślań.

Dobre życie:
to życie TU i TERAZ, zanurzone w tym co się dzieje w tym momencie. Nie to co było, nie to co będzie, tylko to, co JEST.
To CZAS na to, co ważne.
To WIĘZI, relacje z ludźmi. Poznawanie ich i dawanie im się poznać.
To WDZIĘCZNOŚĆ za to, co jest, co jest wokół, za małe i większe cuda, które się zdarzają, za ludzi, za piękno, za trudne chwile, blaski i cienie.
To bycie WYSTARCZAJĄCO DOBRYM, pozwalanie sobie na pomyłki i niedoskonałość. W myślach, słowach i uczynkach.
To UWAŻNOŚĆ. Na siebie, na innych. Zwracanie uwagi na to, co się dzieje.
To ZAANGAŻOWANIE. Zanurzanie się. W swoje życie, w pracę, projekty, kontakty z ludźmi, codzienne czynności, siedzenie, patrzenie, oddychanie.
To UCZCIWOŚĆ.
To bycie częścią czegoś większego niż ja sama.
To POMAGANIE innym. Na różne sposoby.
To wzięcie ODPOWIEDZIALNOŚCI za swoje życie. Świadomość, że to jak ono wygląda obecnie i jak będzie wyglądać w przyszłości zależy od moich decyzji i działań, które podejmę (lub nie).
To klarowne WARTOŚCI. I odzwierciedlanie ich w swoim życiu.
To DOCENIANIE tego, co ZWYKŁE, codzienne, proste.
To MIŁOŚĆ.

A czym jest DOBRE życie dla Ciebie?



fot. シ-クボント (SIEG|BOND), flickr.com

czwartek, 9 stycznia 2014

Jak żyć z wielką ODWAGĄ?

Mimo, że mijają pierwsze dni stycznia 2014, jestem już gotowa ogłosić moją książkę roku 2014. 

Tadam, tadam:
Brene Brown, Z wielką odwagą. Jak odwaga bycia wrażliwym zmienia to, jak żyjemy i kochamy, jakimi jesteśmy rodzicami i jak przewodzimy, Wyd. Laurum. 

Na czym polega tytułowa wielka ODWAGA?

To wychodzenie na arenę życia bez maski ukrywającej prawdę o tym, kim naprawdę jesteśmy. Bez zbroi chroniącej przed ciosami krytyków.
To odwaga bycia sobą, prezentowania światu swoich pomysłów bez gwarancji, że będą się podobały. Odsłanianie emocji, doświadczanie porażek, akceptowanie odpowiedzialności za własne myśli, słowa i czyny.
To wychodzenie poza strefę komfortu w obszary niepewności.
To odwaga bycia WRAŻLIWYM, niedoskonałym, ludzkim.

Czym jest wrażliwość według Brene, która bada ją od kilkunastu lat i przeprowadziła na ten temat wywiady z ponad 1200 osób?

Wrażliwość to niepewność, ryzyko i narażanie na zranienie własnych emocji. Wrażliwość to bycie prawdziwym

Przed przeczytaniem tej książki myślałam, że wrażliwość jest słabością. Teraz już wiem, że to mit! Okazywanie własnej wrażliwości wymaga wielkiej ODWAGI. Jest przejawem SIŁY, a nie słabości. To miejsce narodzin miłości, poczucia przynależności, radości, empatii i kreatywności. To źródło nadziei, empatii i autentyczności.

Brene twierdzi "Jeśli chcemy, aby nasz cel był jaśniejszy, a życie duchowe bardziej sensowne, wrażliwość jest naszą ścieżką".

Z takiej perspektywy widać, że wrażliwość słabością wcale nie jest. A Ci, którzy są gotowi pokazać się ze swoimi niedoskonałościami i słabościami żyją pełniejszym życiem, są lepszymi przywódcami i rodzicami.

Jeżeli masz 20 minut, żeby zapoznać się z najważniejszymi wnioskami z badań Brene o wrażliwości, zobacz jak o tym mówi na konferencji TEDxHouston:

Wersja z polskimi napisami: Potęga wrażliwości

A jeśli ciekawi Cię, co Brene mówi o wstydzie, obejrzyj jeszcze to:

Po polsku: Wsłuchując się we wstyd.

Miłego oglądania i czytania!
ODWAGI!